Zakupy prosto z pola

W Europie drobne gospodarstwa rolne współpracują bezpośrednio z konsumentami. W Polsce ten trend dopiero kiełkuje. Sprzedawcy prześcigają się w pomysłach na zaopatrzenie mieszczuchów w produkty ze wsi. Powstają kooperatywy spożywcze, sklepy internetowe „od rolnika” i firmy, które dostarczają kosze z ekologiczną żywnością pod wskazany adres.

Nie chcą dyktatu marketów

Coraz większa część nowoczesnych konsumentów chce jeść ekologicznie, ale niekoniecznie kupować oferowane przez sklepy produkty eko albo warzywa z lad wyeksponowanych na samym środku hipermarketu. Dla nich zdrowa żywność to sezonowe warzywa, sery czy jajka kupione bez pośredników, od rolnika lub hodowcy.

Mało tego, są konsumenci, którzy sami chcą mieć wpływ na to, co zostanie posadzone, wyprodukowane czy wyhodowane i w jaki sposób. W tym celu porozumiewają się z lokalnymi producentami i wspólnie zakładają tzw. RWS – Rolnictwo Wspierane Społecznie.

Idea RWS powstała na Zachodzie, w społeczeństwach, w których konsumenta stać, aby zapłacić rolnikowi za pół roku z góry w zamian za zobowiązanie do dostaw ekologicznych produktów. W Europie jest nawet pół miliona takich osób. Nad Wisłą funkcjonują już RWS-owe gospodarstwa rolne współpracujące z prawie 800 konsumentami.

Płatność na poczet przyszłych upraw pobierana jest z góry, ale ma uzasadnienie. Po pierwsze, nie wymaga od rolnika brania kredytu na rozpoczęcie uprawy. Po drugie, pomniejsza cenę końcową o koszt wyprodukowania żywności niesprzedanej. Mówiąc wprost, rolnik ma zagwarantowany zbyt, a konsumenci uzyskują regularny dostęp do świeżej żywności po lepszej cenie. Ponoszą przy tym ryzyko nieurodzaju.

Według europejskiego spisu przeprowadzonego w 2015 r. w ramach Common Ground w 16 krajach Europy działało co najmniej 4 tys. RWS-ów, do których należało blisko 465 tys. konsumentów i 6,3 tys. rolników. Ta sieć łączy samowystarczalne gospodarstwa rodzinne w Rumunii i profesjonalne,  certyfikowane gospodarstwa ekologiczne w Wielkiej Brytanii.

Pierwsza grupa RWS w Polsce została założona w 2012 r. w Warszawie. Już trzy lata później kolejne gospodarstwa rolne zdecydowały się na włączenie zasad RWS.

Alternatywa dla wymagających klientów

Kupujemy i jemy coraz bardziej świadomie. Chcemy znać dostawców, jeść sezonowe produkty i odżywiać się zdrowo. Furorę robią więc wszystkie miejsca, które dają nam poczucie, że wiemy, co jemy. W kuchni wracamy do korzeni. Kompostujemy, pieczemy chleb w liściach kapusty i wracamy do polskiej kuchni. Konsumenci mają dość hipermarketowej żywności oznakowanej jako green food czy slow food, za którą płacą duże pieniądze. Stracili zaufanie do tak zwanych lokalnych produktów oferowanych w niemal każdym markecie.

Coraz więcej z nich znajduje alternatywę: wystarczy kilka kliknięć w komputerze, czasem symboliczna opłata wstępna i już jest się członkiem jednej z kilkudziesięciu działających w kraju kooperatyw spożywczych. Czym jest taka kooperatywa? To grupa ludzi zrzeszonych za pośrednictwem np. portalu społecznościowego, strony internetowej albo innej platformy, która wspólnie zamawia produkty bezpośrednio u lokalnego rolnika.

Te nieformalne spółdzielnie spożywcze od pewnego czasu działają w dużych miastach. Na współpracy zyskują wszyscy, bo brak pośredników w zakupach obniża cenę dla konsumentów, a jednocześnie zwiększa marżę producenta. Zamówienie w imieniu grupy odbiera jeden z członków albo dostarczane jest do wybranych punktów.

Choć na rynku zakupów żywności to wciąż nisza, to będzie się ona stale powiększać wraz z bogaceniem się społeczeństwa i wzrostem świadomości. To szansa dla drobnych rolników. Może okazać się pewną alternatywą dla supermarketów, ale raczej nigdy nie stanie się dla nich realną konkurencją. Nie o to zresztą chodzi.

Czasem takie oddolne inicjatywy zmieniają się w działalność biznesową. Są to biznesy o tyle szczególne, że ich głównym celem wcale nie jest zarabianie. To nie maksymalizacja zysku jest ich priorytetem. Jest nim budowanie świadomego społeczeństwa, lokalnej wspólnoty między klientami a dostawcami. Wszystko po to, aby ekologiczna i świeża żywność przestała być w miastach dobrem luksusowym.